A co, jeśli nie możesz nic zrobić, żeby się zmienić – odc. 3


Empowerment Coaching Blog-A co jesli nie mozesz 3

Jeśli rozejrzysz się dookoła, zauważysz, że nic nie istnieje osobno. Wszystko istnieje w relacji do swojego otoczenia i nie można opisać danej rzeczy bez równoczesnego opisania jej otoczenia.


Pszczoły potrzebują kwiatów i kwiaty potrzebują pszczół. Stanowią wzajemnie połączony system. Zarówno pszczoły, jak i kwiaty potrzebują powietrza składającego się z odpowiednich gazów. Potrzebne są również minerały i mikroorganizmy zawarte w glebie. Potrzebny jest również pewien poziom temperatury pochodzący od enregii wytwarzanej przez pewną gwiazdę, znajdującą się w pewnej galaktyce, która z kolei mieści się w pewnym wszechświecie. I tak zauważasz, że opisując pszczołę lub kwiat bardzo szybko lądujesz w sytuacji opisywania WSZYSTKIEGO.


Naprawdę nie ma możliwości określenia czegokolwiek, włączając ciebie samego, bez równoczesnego określenia otoczenia. I wszystkie aspekty tego otoczenia oddziałują na siebie, w taki sam sposób, jak współgrają ze sobą wszystkie molekuły wody w wartkiej rzece.


Nie ma możliwości uniknięcia tego. Wszystko jest ze sobą połączone. Nic nie istnieje w izolacji od pozostałych części. Wszystko, wzięte razem, stanowi to, co naukowcy określają zunifikowanym polem, zintegrowanym, wzajemnie połączonym systemem. Chińczycy powiedzieliby, że Wszechświat zachowuje się, jak jeden organizm. Prawda jest taka, że poruszasz się wraz ze swoim otoczeniem tak, jak głowa porusza się wraz z całym ciałem.


Większość ludzi jednak nie postrzega siebie w ten sposób lub raczej nie odczuwa siebie w taki sposób. Większość z nas ma poczucie, że jest czymś oddzielnym od świata. Mamy wrażenie, że musimy podbić otoczenie i kontrolować je w pewien sposób. Poeta A.E. Houseman określił to w sposób następujący: “Ja, obcy i zalękniony, w świecie, którego nie stworzyłem.”


Mówimy, że “przyszliśmy na ten świat” tak, jakbyśmy byli kimś obcym wrzuconym w nieznane środowisko, podczas gdy, jeśli się dobrze nad tym zastanowić, ludzie pochodzą z tego świata, tak jak jabłko pochodzi od jabłoni.


Jesteśmy ekspresją Wszechświata, i w związku z tym jego częścią. W gruncie rzeczy nie tylko chodzi o to, że wszystko jest ekspresją Wszechświata, ale o to, że wszystko jest zależne od wszelkich pozostałych części. Cały Wszechświat jest zależny od ciebie. Zanim się narodziłeś, Wszechświat zależał już od faktu, że pewnego dnia się tu pojawisz, jak również po twojej śmierci cały czas będzie zależny od faktu, że tu kiedyś byłeś.


Ponieważ więc wszystko jest w istocie jednością, jednym procesem, “ty” jest tylko konceptem myślowym. I ponieważ tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tej myśli, tak trudno jest uświadomić sobie, że ‘ty’ to nic więcej, jak tylko pewna nierzeczywista idea. I jak wszystkie koncepty myślowe nie może dokonać niczego.


Wszechświat sobie płynie cały czas, zmieniając sie nieustannie, i wydaje się tylko, że wiele z tych zmian następuje tak, jakby były zainicjowane przez “ciebie”. Ale to jest tylko iluzja powstająca na skutek indetyfikowania się z umysłem.


W ogromnym stopniu powodem, dla którego nie czujemy, że wszystko jest jedną rzeczą, jest to, że doświadczamy Wszechświata poprzez nasz racjonalny umysł. Ten linearny umysł jednkże jest w dużej mierze ograniczony. Jest podobny do urządzenia skanującego, w którym rzeczy są odtwarzane poprzez kolejno pojawiające się linie.


To tak, jakby omiatać promieniem swiatła pokój pogrążony w ciemnościach. W danym momencie możemy zobaczyć tylko tę część, która jest oświetlona przez promień, podczas gdy cała reszta istnieje, ale jest poza zasięgiem naszej percepcji. To dlatego właśnie tyle czasu potrzebujemy, żeby stać się “osobą wykształconą”. Musimy przeskanować tysiące kilometrów linii informacji, a to zabiera lata.


Ale Wszechświat nie oddziaływuje na nas w liniach, jedną rzeczą w jednym momencie. On oddziaływauje na nas równocześnie w całości, w wielowymiarowy sposób. Nasze ograniczone umysły nie są jednak w stanie przyjąć tej informacji, dzielimy więc przekaz na mniejsze kawałki i działając w taki sposób nie jesteśmy w stanie doświadczyć tego, jak całość działa jednocześnie.


Ta nieumiejętność postrzegania całości sprawia, że wydaje nam się, iż poszczególne aspekty całości egzystują jako niezależne byty, ze swą niezależną tożsamością, podczas gdy naprawdę wszystko egzystuje wspólnie. Tak, jak wspólnie istnieje “góra” i “dół” czy też 2 końce patyka.


Tak więc postrzegając siebie jako jedną z tych osobnych części czujemy się tak, jak określił to Houseman, jak ten “Obcy i zalękniony, w świecie, którego sam nie stworzył”. W takim świecie (bedącym produktem umysłu dzielącego wszystko na części) trudno jest się zrelaksować. Trudno jest zaznać spokoju.


Kiedy jednakże przesunie się twoja perspektywa, kiedy zaczniesz dostrzegać jak wszystko istnieje w całości, wszystko się zmienia (zauważ, że nie powiedziałem: “kiedy ty przesuniesz swoją perspektywę”). Patrząc z tej nowej perspektywy, zaczynasz czuć się połączony z resztą Wszechświata (bo w istocie jesteś). Przestajesz się martwić, że to lub tamto może cię “dopaśc”.


To wrażenie, jeśli mogę to tak nazwać, bycia wszystkim, jest jedną ze szczelin poprzez które całość spogląda na samą siebie. Pozwól jednak, że coś wyjaśnię. To nie oznacza, że nie masz już osobnego “ja” (bo masz). Chodzi o to, że w tym momencie jest dla ciebie jasne, że to tylko wytwór umysłu. W odróżnieniu od bycia oszukiwanym przez umysł, że jesteś osobnym “ja”, teraz masz osobne “ja”, tak jak ma się pomysły, teorie, czy też plany, żeby coś zrobić.


Pomysły, plany, teorie są zdarzeniami sciśle mentalnymi. W tym sensie właśnie posiadasz pomysły, teorie, reprezentacje nt. rzeczywistości (a zwłaszcza na temat samego siebie). Ale nie wiąże się z nim nic trwałego. Nie możesz ich dotknąć lub położyć na stoliku. I one nie mogą nieczego DOKONAĆ. Są jedynie poręcznym sposobem nawigowania, ale nie są tym samym, czym jest rzeczywistość.


Widząc to teraz,  możesz również dostrzec, że to, co myślałeś nt. pojedynczego działania (i pojedynczego sprawcy) jeat tak naprawdę działaniem wielowymiarowym, odpowiedzią na interakcję z wszystkim doookoła. Kiedy zaczynasz to dostrzegać, przestajesz również odczuwać, że twoje centrum jest w twoim ciele – jest wszędzie.


Istnieje jeszcze jeden powód, dla którego problem opisany na początku tego artykułu nie może być rozwiązany. Ma to związek z faktem, że wszystko na tym świecie jest nietrwałe. Ponieważ wszechświat się nieustannie zmienia, rzeczy i zdarzenia niezmiennie pojawiają się i odchodzą. I nikt nie może nic zrobić, żeby to zmienić.


Kiedy zatem umysł ćwiartuje wszechświat na osobne kawałki, jest to próba zamrożenia danej chwili, beznadziejna próba zatrzymania nietrwałości. Próbujemy zamienić coś, co jest ciągłym, niesutannie zmieniającym się przepływem, na zbiór stałych, niezmiennych rzeczy. I oczywiście najważniejszą nietrwałą rzeczą, o którą się martwimy jest nasze “ja” (i w dalszej kolejności te osoby, z którymi jesteśmy związani). I ponieważ to, co myślisz o sobie, jest tak nietrwałe, jak wszystko inne na tym świecie, kiedy myślisz o sobie, jako o czymś osobnym, odczuwasz tę nietrwałość jako zagrożenie. I wpadasz wtedy w pułapkę niepokoju i lęku.


Jendakże kiedy widzisz – i czujesz – że jesteś niesutannie płynącą całością, jakiż jest powód do obaw. Jakie ma wtedy znaczenie forma, którą całość przybiera? 


Jaki to ma związek z problemami, które zarysowałem na początku artykułu?


Oczywiście wszystkie one nadal mogą się przydarzyć. Ale komu wobec tego się one przydarzają? Jeżeli osobne “ja” jest tylko konceptem myślowym, problemy przydarzają się całości. I muszą być efektem działania całości. A zatem wszystkie próby ich rozwiązania są również efektem działania całości.


Przebudzona osoba ma dwie perspektywy. Jedną jest ta nt. bycia całością. Drugą jest perspektywa osobnego “ja” stworzona przez linearny umysł.


Zadaniem linearnego umysłu jest dzielić wszechświat na małe kawałki i tworzyć reprezentacje rzeczywistości. I chociaż nie jest to rzeczywistość, jest to przydatna funkcja. Cale i centymetry też nie są rzeczywistością, ale są bardzo przydatne. Przebudzona osoba wie, że w ostatecznym sensie osobne “ja” jest grą, a reprezentacje rzeczywistości tworzone przez linearny umysł, chociaż przydatne, są tylko ideami.


Z drugiej strony, jeżeli nie grasz w te grę, życie jest całkiem nudne. W ogromnym stopniu życie JEST GRĄ. I osoba przebudzona w nią gra, ale wie, że to nie jest na serio. Paradoksalnie więc, im więcej grasz, tym większy życie ma smak. Tak więc w osobie przebudzonej te dwie perspektywy są zintegrowane. Ken Wilber powiedziałby, że osoba przebudzona przekroczyła i wchłonęła obydwie perspektywy. 


Tak więc osoba przebudzona wciąż ma problemy, ale nie podchodzi do nich z taką samą powagą jak inni ludzie. Nie lekceważy ich również jako problemy iluzoryczne.  Innymi słowy to przekroczenie i włączenie zawiera się w tym, że życie z obydwu perspektyw jest pradoksem. Jest tajemnicą. Jest niewyjaśnialne (choć daję tu z siebie wszystko, żeby to opisać).


Najważniejsza różnica polega na tym, że osoba przebudzona świadomie wybiera jak grać w tę grę. Decyduje o tym, które aspekty życia są dla niej ważne. Widzi konsekwencje związania się z tymi aspektami i gry w osobne “ja”. Zdaje sobie bowiem sprawę, że tak długo, jak linearny umysł stanowi nasz interfejs z Wszechświatem, wrażenie istnienia osobnego “ja” zawsze będzie nam towarzyszyć.


Na drugim biegunie z kolei, osoba “nieobudzona” wiąże się z różnymi rzeczami, uzależnia od nich i następuje to w sposób nieświadomy, bez autonomicznego wyboru. Nie panuje nad swoją grą, kiedy uzależnia się od ludzi, rzeczy i zdarzeń lub kiedy opiera się permanentnej nietrwałości tego świata.


Czy to wszystko oznacza zatem, że medytacja lub inne metody pracy nad sobą są bezużyteczne?


Nie. Staram się jedynie powiedzieć, że “ja” NIE jest tym, który “decyduje”, pomimo tego, że wydaje się, że tak jest. Kiedy podejmujesz decyzję rozpoczęcia pracy “nad sobą”, ta decyzja nie jest impulsem pochodzącym od autonomicznego