Coaching Wytrzymałości. Ile potrafisz znieść?


Empowerment Coaching Blog-Coaching wytrzymalosci

Dziś odkurzę tekst napisany kilka lat temu. A powodem tej decyzji jest przebieg jednej z ostatnich sesji coachingowych. Mam nadzieję, że te przemyślenia pomogą Klientowi. A najważniejsze wnioski są, jak zwykle, zawarte na końcu felietonu.


Przycisnęło mnie życie ostatnio. Przygięło do ziemi. Przytrzymało. Są takie okresy, kiedy sypie się na wszystkich frontach. I tak też jest teraz u mnie (mam nadzieję, że niedługo będę mógł napisać “było” – bo przecież wszystko przemija).


W jednym czasie pojawiły się kłopoty w pracy, w domu, u najbliższych mi ludzi. Rozchorowałem się. Dostałem na tyle mocno w kość, że żeby wyjść na prostą nie wystarczyło już porozmawiać z “kwantowym skoczkiem”, obejrzeć komedię, sprawić sobie jakąś drobną przyjemność, czy też jak Scarlett O’Hara w filmie ‘Przeminęło z wiatrem” powiedzieć sobie: “jakoś to będzie, pomyślę o tym jutro.”


Trudno jest myśleć pozytywnie w sytuacji, kiedy raz za razem dowiadujesz się o kolejnym problemie, który trzeba rozwiązać. Z czasem zaczynasz myśleć: jaką jeszcze niespodziankę mi przyniesiesz “kochane życie”? Czy to już koniec, czy też może dostanę jeszcze jeden “kilkutonowy kamyczek” do swojego ogródka.


Kiedy zmagamy się z problemami na wszystkich frontach, potrzeba nam wsparcia najbliższych. Potrzeba ich obecności i uwagi. Ciepła, czułości. Ich mądrej rady, ale przede wszystkim tego, żeby przy nas byli. Żebyśmy mieli poczucie, że nie jesteśmy “z tym wszystkim” sami w naszym ludzkim zmaganiu się.


Co jednak można zrobić wtedy, kiedy inni też są rozłożeni na łopatki?


Najtrudniej jest pomóc samemu sobie. Nie widzimy wtedy jasno naszej sytuacji. I kiedy “życie” po raz kolejny wysmaga nas tak, że kolana uginają sie do ziemi – mamy coraz mniej siły, żeby poradzić sobie ze sprawmi, które zwykle nie stanowią dla nas problemu. Zapadamy się. Czas zaczyna boleć. Bo każda obecna chwila kojarzy się wtedy z problemami.


Oczywiście należałoby teraz napisać o tym, że nie to jest ważne co nam się przytrafia, ale to jak na to reagujemy. Ale ja tym razem nie od razu napiszę o asepkcie ‘JAK’, o naszych wewnętrznych mapach rzeczywistości, o naszych przekonaniach/schematach, które często nieświadomie kierują naszymi reakcjami na zewnętrzne zdarzenia, o tym jakie znaczenie przypisujemy zdarzeniom itp. itd.


Tym razem, w oparciu o swoje własne doświadczenie, chciałbym najpierw napisać o wymiarze pt. “ILE”.


Ile równocześnie wyzwań może znieść człowiek i się nie ugiąć? Gdzie jest granica? Co ją wyznacza? Ile zależy od nas, a ile od “przeznaczenia”? Przysłowie ludowe mówi, że Pan Bóg nie wkłada człowiekowi na ramiona krzyża większego, niż może w danej chwili unieść…


Sądzę, że każdy z nas na danym etapie swojego życia dysponuje pewną granicą. Nie żyjemy odizolowani. Zdarzenia zewnętrzne mają na nas nieustanny wpływ. Kiedy zaczyna się brak równowagi pomiędzy zewnętrznymi bodźcami pozytywnymi i negatywnymi – nasza wewnętrzna równowaga zostaje wystawiona na próbę.


Kiedy zaczyna brakować dopływu zewnętrznej pozytywnej energii – zostaje nam to, czym dysponujemy wewnętrznie. Oczywiście ktoś od razu powie, że nie ma czegoś takiego, jak zdarzenia pozytywne, czy negatywne, bo to my przypisujemy im takie znaczenie. Łatwiej jest jednak tak powiedzieć, niż wcielać to w życie. Ja nie jestem jeszcze “oświeconym” i wciąż zmagam się z sytuacjami, kiedy komuś np. poważnie zachoruje dziecko lub kiedy widzę, jak ktoś najzwyczajniej w świecie mnie oszukuje…


Kiedy więc dopadła mnie moja granica, kiedy przepełniła się ta kropelka ilości w danym czasie, kiedy stanąłem w obliczu sytuacji, w której musiałem sobie poradzić sam – zacząłem szukać sposobu, jak odwrócić tę spiralę. Jak odbić się w górę? Przecież tyle mądrych książek leży na półkach…


I znalazłem coś, o czym czytałem już nieraz. Ale dopiero teraz nabrało to szczególnego znaczenia. Dopiero teraz dotarło to do mnie naprawdę. Nauczyłem się czegoś nowego. A może nawet coś sobie UŚWIADOMIŁEM. A więc nie jest to wyczytana wiedza, ale doświadczenie, które mam nadzieję ugruntuje się we mnie – nie tylko w sferze intelektualnej.


Nasza uwaga może się generalnie koncentrować na rzeczach dwojakiej natury: na tym, czego chcemy i na tym, czego nie chcemy. Kiedy życie nieustannie dokłada nam do pieca, rośnie ilość rzeczy, których nie chcemy. Zaczynamy wtedy skupiać się na tych negatywnych rzeczach. Im więcej o nich myślimy (chcemy przecież rozwiązać te problemy), tym większe się wydają. Ta spirala myślowa zaczyna przytłaczać.


Jeżeli przychodzi kolejne zdarzenie, którego “nie chcemy”, kolejna porcja naszej umysłowej energii skupia się na tym kłopocie. Coraz mniej miejsca “w naszej głowie” zostaje na jakiekolwiek myśli o rzeczach, których chcemy. Coraz więcej czasu i energii poświęcamy na myślenie o tym, czego nie chcemy. I kiedy przychodzi kolejne zdarzenie, spirala się nakręca, aż zaciska się petlą na naszych siłach życiowych.


Ale pomiędzy sytuacją, która się wydarza, a naszymi odczuciami jest jeden niewidzialny krok. Nasze odzwierciedlenie rzeczywistości w umyśle. Dopóki nie jesteśmy świadomi, jak tworzymy to odzwierciedlenie – mamy problem. Zwłaszcza w odniesieniu do rzeczy, których nie chcemy.


Jeżeli nie jesteśmy świadomi pewnego mechanizmu – nie mamy nad nim kontroli. Myśli “nam się przydarzają”. Wchodzimy w pętlę, z której nie mamy szansy wyjścia. W momencie, kiedy zaczynamy być świadomi tego, jak tworzymy reprezentacje rzeczywistości w naszym umyśle – zyskujemy kontrolę nad tym, jak się czujemy. Ponieważ od tego wewnętrznego dialogu, który nazywamy “myśleniem”  zależą nasze uczucia, nasze samopoczucie.


Jeżeli więc nie jesteśmy świadomi, jak tworzymy reprezentacje poszczególnych zdarzeń w naszym umyśle, nie mamy kontroli nad procesem myślowym i nie mamy wpływu na nasze uczucia. Więcej zdarzeń -> więcej nieuświadomionych interpretacji -> więcej smutku, żalu, niepokoju, bezsenność -> kolaps.


Jeżeli w dzieciństwie wychowaliśmy się w atmosferze braku bezpieczeństwa, w poczuciu towarzyszących zagrożeń, niepokoju – może nam towarzyszyć nieświadome przekonanie, że świat jest niebezpieczny i żeby chronić się przed tym niebezpieczeństwem, trzeba być czujnym, trzeba je śledzić. Nieświadomie więc skupiamy się na tym, czego się obawiamy.


Jeżeli więc przydarza nam się dostatecznie dużo rzeczy, których “nie chcemy”, z czasem zaczynamy się martwić na zapas, żeby nie przytrafiła się nam kolejna rzecz, której nie chcemy. I tak nieświadomie coraz bardziej koncentrujemy się na tym, czego nie chcemy…


A najciekwasze odkrycie polega na tym, że świadomie nie możemy przecież koncentrować się na tym, czego nie chcemy. Nikt przecież nie może chcieć, tego czego nie chce (right ?!).


I tak znowu wracamy na tym blogu do tematu świadomości. Im szersza świadomość, tym wyżej znajduje się nasza granica reaktywności na zdarzenia zewnętrzne. Tym więcej jesteśmy w stanie znieść “naraz”.


Ale wygląda również na to, że czasami musimy się przewrócić i mocno oberwać, żeby moć zrozumieć coś na swój temat i mieć szansę ruszyć do przodu z kolejnego, wyższego poziomu.

Zobacz także:

Rozwój osobisty człowieka  – odc. 1

Co ukrywasz w swoich zakamarkach? - odc. 1

Czy duchowość może być ucieczką od rzeczywistości?

Niedzielna depresja – odc. 1


#Rozwójosobisty #CoachingoweHistorie #niepokój #depresja #świadomość #wytrzymałość #umysł #bezsenność #coaching #coachingonline #mentoring