Jak medytować w tańcu? Jak tańczyć w łóżku?


Coaching Osobisty-Czy mozna medytowac w tancu

Czy w ogóle można medytować w tańcu? Czy można tańczyć w łóżku?


Kupiłem wczoraj najnowszą płytę zespołu Coldplay. Kładąc się spać założyłem słuchawki na uszy i zacząłem słuchać. Już pierwszy utwór, który jest właściwie instrumentalnym wstępem do płyty (a jednocześnie zakończeniem, bo jego druga część zamyka cały album) sprawił, że “otworzyłem szerzej uszy”.


Coraz bardziej zagłębiałem się w tę muzykę. Coraz dokładniej słyszałem poszczególne instrumenty pojawiające się jakby osobno w stereofonicznej przestrzeni, a jednocześnie tworzące kompletną harmonijną całość.


Przy utworze nr 5 zaczął się odlot. Zacząłem tańczyć. Tak, leżąc w łóżku, zacząłem tańczyć. Każdy, kto popatrzyłby na to z boku, uśmiałby się pewnie po pachy. Bo wyobrażam sobie, że zabawnie musi wygladać duży facet, który leży w lóżku i “potrząsa sobą” na wszystkie strony 🙂 Ale w tamtym momencie to nie miało najmniejszego znaczenia. Ważne było to, co działo się w słuchawkach i we mnie. Muzyka, to przestrzeń, a bycie w niej, to bycie w przestrzeni. Nabieranie zupełnie innego wymiaru. Wychodzenie z siebie i rozpływanie się, bez ograniczeń.


A kiedy w 5 numerze pojawiał się niski dzwięk gitary, kontrastującej z instrumentami klawiszowymi tła … cóż, nie umiem tego opisać. To są wrażenia, które można doświadczyć, ale próba ujęcia ich w słowa jest skazana na porażkę.


Dlaczego o tym piszę?


Po pierwsze dlatego, że to niesamowite ile szczęścia można kupić za jedyne kilkadziesiąt złotych. Po drugie, dlatego, że to były wyjątkowe chwile. Takie, dla których warto żyć. I takie, które warto chwytać za wszelką cenę. Bez względu na to, czy ktoś stojący obok będzie się śmiał, czy też złośliwie komentował nasze zachowanie. To tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, bo to, co dzieje się w nas jest bezcenne. 


O takich przeżyciach, doświadczeniach tak zwanego przepływu, pisze m.in. Mihaly Csikszentmihalyi w swojej książce pt. “Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia”. To momenty, kiedy ma się poczucie łączności ze światem, jakby wzajemnego przenikania się.


Sądzę, że każdy z nas ma swoje własne drzwi przez które może wejść do tej przestrzeni i odlecieć tak, jakby nie było grawitacji. Mnie się to czasem zdarza w tańcu. W ramach zajęć w klubie “tłuczemy” układy do poszczegolnych tańców i szlifujemy technikę. Technika jest ważna, bo pozwala zrozumieć charakter ruchu i poruszać się z minimalnym wydatkiem energii. A w związku z tym poruszać się jeszcze szybciej i płynniej, dzięki czemu można wykonywać coraz bardziej skomplikowane figury.


Ale dla mnie (i w moim wieku) nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest “fun”. Właśnie te chwile, kiedy tańcząc przygotowany wcześniej układ, ni stąd, ni zowąd zmieniam kroki i idę za jakimś wewnętrznym głosem. Wtedy odlatuję. A potem ściąga mnie na ziemię słuszna, otrzeźwiająca uwaga partnerki 🙂


Na zakończenie odpowiem więc na zadane w tytule tego artykułu pytanie:

Czy można tańczyć w łóżku, czy można medytować w tańcu? 


Moja odpowiedź brzmi: TAK, zdecydowanie TAK. Przede wszystkim dlatego, że jestem żywym dowodem