Autorytet, czyli przewrotny związek wywiadówki, marynarki i lunchu z szefem


Coaching Biznesowy

Każdy początek roku szkolnego, to czas pierwszych wywiadówek. Każdy rodzic (no może prawie każdy) przygotowuje wkład finansowy, który trzeba wnieść do naszego bezpłatnego systemu oświaty.


Jak też wybrałem się we wrześniu na pierwszą wywiadówkę mojego starszego syna. Przyszedłem jak o jeden z ostatnich, więc usiadłem w pierwszej ławce. Po omówieniu nowości w regulaminie szkoły rozpoczęła się najbardziej ekscytująca (oprócz zbiórki pieniędzy) część wywiadówki, czyli … wybór trójki klasowej!


Zgaduję, że dla każdego nauczyciela jest to najtrudniejszy moment na początku roku. Bo trójkę klasową wybrać TRZEBA – nieważne jak. A ponieważ wychowawczyni mojego syna jest doświadczonym fachowcem (i prawdopodobnie dobrym psychologiem) zastosowała bardzo ciekawy manewr.


Stwierdziła bowiem, że “pan w marynarce” (czyli ja!) robi bardzo dobre wrażenie i na pewno poradzi sobie z przeprowadzeniem wyborów. Po czym oznajmiła, że nie chce nam przeszkadzać w tych DEMOKRATYCZNYCH wyborach i wyszła z klasy, prosząc równocześnie o informację, w momencie kiedy zakończymy pracę.


Rozejrzałem się po klasie i okazało się, że byłem tam jedynym facetem w marynarce. Cóż, miałem dosłownie chwilę, żeby się oswoić z sytuacją. Trzeba było działać. Przedłużająca się cisza byłaby nieznośna. Nie będę opowiadał całego ciekawego procesu, który się potem dokonał. Powiem tylko tyle, że udało nam się tę trójkę wybrać, a ja zostałem jej przewodniczącym. Obiecałem również, że na każde następne spotkanie będę przychodził w tej właśnie marynarce, której tak bardzo zawdzięczam to wyróżnienie.


To, co było dla mnie najciekawsze w tej historii, to reakcje ludzi zebranych na sali. Po pierwsze, w momencie, kiedy tylko nauczycielka zaczęła mówić o potrzebie wyboru trójki, jeden z rodziców musiał od razu koniecznie wyjść na papierosa. Potem, kiedy wrócił, w czasie, kiedy “wybory” już trwały, miał najwięcej do powiedzenia, a właściwie najwięcej do skrytykowania. 


Po drugie, kiedy zaczynaliśmy nasz mozolny proces dochodzenia do porozumienia, zebrani na sali najczęściej mówili o tych, których tam nie było, czyli rodzicach, którzy na wywiadówkę nie przyszli. “To karygodne, żeby tak mało osób przyszło na pierwszą wywiadówkę”.


Strach, niepewność, uciekanie od odpowiedzialności, wygoda, a może po prostu brak chęci angażowania się w coś, w co się nie wierzy? Z drugiej jednak strony, to szkoła i klasa naszych własnych dzieci. Czy można więc tak zupełnie się od niej separować?


Kiedy po pewnym czasie zastanowiłem się na tą całą sytuacją dotarł do mnie FENOMEN WPŁYWU AUTORYTETU, którego byłem i świadkiem i w pewnym sensie “ofiarą”. W tym przypadku był to autorytet zawodu nauczyciela.


Nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby zakwestionować pomysł wybrania “pana w marynarce” Nie bez wpływu było również otoczenie i fizyczny układ sytuacji. My w szkolnych ławkach. Nauczycielka na przodzie, w wyróżnionym, tylko dla niej zarezerowanym miejscu. Typowa relacja “ex katedra”.  Dla porządku trzeba też dodać, że dla wielu osób taki obrót sprawy był  po prostu wygodny, bo mogli mieć temat wyborów i całej wywiadówki jak najszybciej “z  głowy”.


A gdzie związek z lunch’em w towarzystwie szefa?


Często w pracy obserwuję taką sytuację, kiedy w trakcie lunch’u z szefem, lub z Wyższym_Szefem, ludzie, którzy jeszcze przed chwilą byli swobodni i rozmowni nagle sztywnieją i milkną. Nie wiedzą, co powiedzieć. O jakich to górnolotnych sprawach rozmawiać z szefem? Jaki temat poruszyć, żeby dobrze wypaść lub nie wypaść żle?


Autorytet działa. Ale w tym wypadku żle pojęty autorytet.


Szef, a nawet Nie_Wiem_Jak_Wysoki_Szef, to taki sam człowiek, jak każdy inny. Co więcej, jeżeli jest to człowiek pukładany, to w czasie lunch’u (który jest przecież przerwą od pracy, oderwaniem się od problemów) chętnie porozmawia o “duperelach”, o sprawach nie związanych z firmą.


Jako inteligentny człowiek błyskawiecznie też dostrzeże tych, którzy są naturalni i tych, którzy specjalnie dobierają tematy rozmowy. Bo będzie wiedział, że jeśli ci naturalnie się zachowujący nie ściemniają na lunchu, to nie ściemniają też w innych sytuacjach w pracy.


Zachęcam więc wszystkich podwładnych do nie ulegania “światłości ołtarzy” w pracy i do bycia sobą. Inteligenty szef to dostrzeże i doceni. Jeżeli nie jest inteligenty lub prowadzi grę, to i tak nie warto dostosowywać się do jego zasad, bo wykorzysta je na swoją korzyść.

 

Powyższy tekst napisałem wieeele lat temu, w czasie kiedy moje dzieci chodziły jeszcze do szkoły (dziś starszy syn skończył już 30 lat). Ale czyż nie jest on wciąż bardzo aktualny? A jeśli tak - czego możemy się z tego faktu nauczyć?

Zobacz także:

Jak sobie radzić z “trudnym” szefem – odc. 1

Coaching Asertywności - wyższa szkoła jazdy - odc. 1

Jak stawiać zdrowe granice? I co, jeśli ktoś je łamie?


19 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie